Pośród ksiąg, książek i książeczek

W dzień matki wybrałem się na poszukiwanie prezentu, który ucieszy mnie oraz moją mamę. Na podarunek wybrałem książkę, która będzie atrakcyjna, nie tylko z wyglądu.
Wchodząc do księgarni nie miałem jakiegoś konkretnego autora na myśli, a tym prędzej nie szukałem danego tytułu. Nagle przypomniała mi się autorka, którą moja mama lubi: Roma Ligocka. Ta autorka podobno opisuje wydarzenia, mieszając w wątek własne elementy biograficzne ze swojego, niełatwego życia Żydówki. Po powierzchniowym przeglądnięciu dwóch tytułów “Wszystko z miłości” oraz “Znajoma z lustra” poszedłem dalej szukać bliżej niesprecyzowanej powieści.
Rzuciła mi się w oczy książka “Szczelina”, ale nie ze względu na tytuł, ale na autorkę Doris Lessing, tegoroczną laureatkę literackiej Nagrody Nobla. Postanowiłem nie kupować tej książki na swoje własne uprzedzenia do brytyjskiej pisarki. Nie lubię jej, bo za bardzo obnosi się ze swoimi liberalnymi poglądami na temat aborcji oraz emancypacji kobiet.
Ekspedientki w sklepie polecały mi Terakowską, szczególne zachwalały “Ono”. Nie mam pojęcia o czym jest ta powieść. Kolejna półka, kolejne zachwalania towaru przez sprzedawczynie, kolejne wywyższanie Olgi Tokarczuk. “Bieguni”, jej najnowsza książka, jeśli dobrze pamiętam nominowana w tym roku do “Nike” zaciekawiła mnie, bo lubię książki podróżnicze, ale okazało się, że nie jest to opis zabytków, ani żaden reportaż. To powieść związana z podróżą, ale w kontekście poruszania się, przemieszczania.
Mogę tak dalej pisać o książkach, które wpadały mi do ręki i po krótkim czasie wypadały, ale to nie ma najmniejszego sensu. Zaufałem nazwisku, które gwarantuje dobrą książkę. Kopiłem Paulo Coelho “Brida”. Nie pisze o tej powieści. Bo jak się nie wie o czym jest książka, to nie należy się wypowiadać.
Z wizyty w księgarni skorzystałem także ja. Kupiłem “Marsz Polonia” Jerzego Pilcha. Książka na pewno będzie świetna jak większość powieści tego pisarza-alkoholika o trzeźwym rozumie.
O kondycji polskiej matki

Jak wszyscy wiedzą, dzisiaj obchodzimy dzień matki. Prawie każda rodzicielka dostanie od swoich dzieci prezenty, ale prawie, nie znaczy każda.
Te najmłodsze wręczą laurki, własnoręcznie wykonana pod czujnym okiem przedszkolanek, w początkowych klasach szkoły podstawowej dzieci będą recytować, a raczej przypominać sobie z pamięci wcześniej wyuczone wierszyki. Nieliczni gimnazjaliści, którzy pamiętają o swoich mamach na pewno kupią kwiatki, nie będę tutaj pisał o jakości roślinek, bo nie ma to sensu. Dzieci z rodzin patologicznych nic nie dadzą swojej rodzicielce, bo ich nie stać, albo nie czują więzi emocjonalnych z mamą. Dorosłe dzieci, ale jedynie te, które nie są za bardzo zapracowani, albo zajęci robieniem kariery, przyjadą dobrymi samochodami i po kilku tygodniach niespotykania się ze swoją matką, wręczą zakupione prezenty.
Dzieci, jeśli tak można o nich mówić, które dawno są już matkami albo ojcami, wspomną o swojej, najczęściej nie żyjącej mamie. Znajdą czas, zaczną wspominać wspólne chwilę przeżyte z matką.
Ostatnio telewizja, radio, prasa informuje nas o bitych i dręczonych dzieciach, które w wyniku pobicia tracą życie. Jak nazwać kobietę, która przyzwoliła na bicie swojego dziecka, albo sama biła córkę lub syna? Ta kobieta na pewno nie jest matką, chociaż urodziła dziecko. Ale o przypadkach bicia dzieci, wiedzą także sąsiedzi, szczególną wrażliwością powinny wykazać się kobiety, posiadające dzieci. Matki-sąsiadki najczęściej udają, że nie słyszą, a później zagłuszają swoje sumienie. Usprawiedliwiają się, że boją się zwyrodnialca, który przez bicie zabija dziecko.
Na koniec wszystkim matką życzę, aby mieli dzieci, które będą ich kochać, szanować, a na starość pomogą im w godnym przeżyciu jesieni życia. Swojej mamie, dziękuje za wyrozumiałość, przepraszam, że nie zawsze słuchałem i nie słucham jej rad.
Bohater

60 lat temu, 25 maja 1948 roku, w warszawskim więzieniu przy ul. Rakowieckiej został zastrzelony Witold Pilecki, polski, zapomniany bohater narodowy.
Zapomniana przez Polaków postać rotmistrza Witolda Pileckiego, to symbol pokolenia żołnierzy wyklętych. Najpierw walczący z hitlerowcami, później zabity z rąk sowieckiego okupanta.
Pilecki w wieku 17 lat zgłosił się do Wojska Polskiego i został przyjęty w szeregi. Wkrótce po przyjęciu do armii musiał wykazać się umiłowaniem ojczyzny. Okazał sie patriotom, kiedy walczył z nawałą bolszewicką, bronił Grodna, brał udział w wyzwoleniu Wilna, uczestniczył w bitwie pod Warszawą. Po zmaganiach z Armią Czerwoną, został przez Polskę odznaczony Krzyżem Walecznym.
Bohater Pilecki w 1939, po klęsce wrześniowej zszedł do konspiracji. W 1940 roku, dowiedziawszy się o tworzeniu przez Niemców obozu dla inteligencji w Oświęcimiu, pod zmienionym nazwiskiem dał się aresztować w trakcie łapanki i trafił do Auschwitz. W obozie zagłady, miał za zadanie dowiedzieć się o warunkach tam panujących. W Oświęcimiu zaczął tworzyć ruchu oporu przeciwko Niemcom, oraz opracował system wysyłania tajnych informacji o nieludzkim traktowaniu więźniów w Auschwitz.
Pilecki po ucieczce z obozu w 1943 sporządził obszerny raport o zagładzie Żydów, w co londyńscy politycy nie mogli uwierzyć. W 1944 Pilecki wziął udział w wielkim Powstaniu Warszawskim. Po zakończeniu wojny, Pilecki wrócił po wcześniejszej emigracji do kraju, powrócił do działalności konspiracyjnej.
Aresztowany w 1947 r., torturowany w więzieniu, został skazany za śmierć. Ówczesny premier Cyrankiewicz, więzień i współtwórca ruchu oporu w Auschwitz, nie wstawił się za Pileckim, ponieważ Cyrankiewicz uważał się za głównego twórce konspiracji w obozie.
Prawdopodobnie w dniu śmierci, kiedy został wyprowadzany z celi na miejsce śmierci, krzyczał “Aby Polska była wolna!”. Miejsce pochowku Pileckiego jest nie znane, przypuszcza się, że ciało zostało wyrzucone na wysypisko.
Osoba Pileckiego jest zapomniana w Polsce, chociaż można go stawiać jako wzór do naśladowania, autorytet. Brytyjski historyk Michael Foot, w książce “Sześć twarzy odwagi” opisał sylwetki sześciorga osób, które zdaniem historyka były najodważniejsze w walce z nieludzkimi systemami totalitarnymi. W książce Brytyjczyk opisał sylwetkę Witolda Pileckiego, którego nazwisko w czasie PRL-u było zakazane.
Pamięć o człowieku, który mimo wojny, nie zatracił swoich wartości, powoli się odradza. Prezydent Lech Kaczyński w 2006 roku odznaczył pośmiertnie Orderem Orła Białego Witolda Pileckiego, najwyższym odznaczeniem Rzeczypospolitej Polskiej.
Plątanina pana M.

Wczorajszy “Dziennik” opublikował rewelacje Kazimierza Marcinkiewicza, byłego premiera RP, na temat polecenia, jakie miał wydać prezydent-elekt Lech Kaczyński w celu podsłuchiwania Marcinkiewicza. Cała sprawa wywołała medialną burzę.
Marcinkiewicz, który aktualnie przebywa w Londynie zarzucił Lechowi Kaczyńskiemu, że prezydent poprosił szefa ABW Witolda Marczuka o podsłuchiwanie ówczesnego premiera. Marcinkiewicz swoje zarzuty oparł na trzech źródłach: – Słyszałem (…) od polityka, ze średniego szczebla służb i pośrednio od samego Marczuka -zeznał w wywiadzie dla “Dziennika”.
W tym zdaniu pojawiają się pierwsze kłamstwa. Nie mógł usłyszeć, o podsłuchu od Witolda Marczuka, ponieważ ten wysłał oświadczenie do PAP, w którym piszę, że nigdy nie był namawiany przez Kaczyńskiego do popełnienia przestępstwa, ani nie odbył na ten temat żadnej rozmowy.
Do południa, na blogu byłego premiera pojawił się wpis ws. oskarżeń o podsłuchiwanie. Kazimierz Marcinkiewicz piszę, że cała sprawa znana była już rok temu, kiedy opublikował swoją książkę “Kulisy władzy”, ale nie chciał podać nazwiska Kaczyńskiego, ponieważ trwała wtedy kampania wyborcza i w myśl byłego prezesa Rady Ministrów, nie był to odpowiedni czas. Ciekawe jakimi wyznacznikami kierował się teraz, że uznał, że jest właściwy czas na takie sensacje?
Prezydencki minister, Michał Kamiński, odpowiedzialny za kontakty prezydenta z prasą mówi, że Lech Kaczyński nigdy nie wydawał poleceń niezgodnych z prawem nikomu.
Kto w tej sprawie kłamie? Marcinkiewicz powiedział, że gotów jest powtórzyć wszystko, co powiedział dziennikarzom “Dziennika” pod wariografem, czyli urządzeniem potwierdzającym prawdziwość słów. Miejmy nadzieję, że prokuratura, która zapowiedziała zbadanie sprawy, upora się szybko i będziemy wiedzieli o co tak naprawdę w tym wydarzeniu chodzi.
Polityczne rozgrywki

Od kilku tygodni toczy się dyskusja jak zbojkotować olimpiadę w Chinach. Niektórzy politycy zadeklarowali, że nie pojadą do Pekinu i w taki sposób chcą pokazać światu, że nie popierają polityki Ludowej Republiki Chin. Ale czy nieobecność to dobry pomysł? Jak powinni zachować się sportowcy, którzy wezmą udział w zawodach? Czy ogień olimpijski musi być znakiem sprzeciwu?
Angela Merkel, Vaclav Klaus oraz Donald Tusk zapowiedzieli, że nie pojawią się na ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Pekinie. Taki gest, który można nazwać brakiem gestu, nie jest chyba za dobrym sposobem na manifestacje. Nie lepiej pojawić się na stadionie z widocznym znakiem poparcia, np. logiem “Solidarności” jak proponował “Tygodnik Powszechny” . Przecież polityk w porównaniu do sportowca, nie poniesie żadnych konsekwencji za wyjątkiem zerwania ze strony chińskiej stosunków dyplomatycznych. To właśnie pokazuje jakim mocarstwem są Chiny. Światowi przywódcy boją się potęgi Chin, nawet Stany Zjednoczone, z prezydentem George Bushem na czele, oświadczyły że nie mieszają się w politykę Chin. USA nie chce stracić partnera gospodarczego, jakim są Chiny.
Politycy probują wykorzystać sportowców do walki z łamaniem praw człowieka. Zwalają na zawodników odpowiedzialność manifestowania. Czy politycy nie pomyślą, że jakiekolwiek znaki mogą dyskwalifikować zawodnika lub odebrać zdobyty medal? Żaden uczestnik zawodów, dla którego start w olimpiadzie to największy sukces, nie będzie chciał zrezygnować z życiowej szansy, która może się nie powtórzyć.
Zamieszki na ulicach miast, przez które przebiega trasa z ogniem olimpijskim, nie przypominają pokojowego marszu, a raczej wojnę. Wiele osób rzucających się na znicz z gaśnicami oraz innymi narzędziami mającym im pomóc w zgaszeniu pokojowego ognia chcą pokazać się w telewizji, pragną być na pierwszych stronach światowych oraz lokalnych gazet. Czyż nie można zostawić ognia z Olimpu w spokoju i uszanować idee igrzysk olimpijskich?
Dlaczego działacze na rzecz szanowania praw człowieka w Chinach dopiero teraz sobie przypomnieli o manifestowaniu? Wcześniej nie można było działać? Czy trzeba wykorzystywać zawody sportowe do politycznych rozgrywek?
Nic nowego

Czytając informacje z dnia dzisiejszego nasunął mi się smutny wniosek. Brakuje mi rządów Prawa i Sprawiedliwości z populistami. Świat polityki ogarnęła wielka nuda. Nic się nie dzieje.
Kiedy J. Kaczyński, R. Giertych oraz A. Lepper piastowali jedne z najwyższych stanowisk w Polsce codziennie coś się działo. Każdego dnia wybuchały nowe afery, skandale, kłótnie, które były bardzo sprawnie sterowane przez Kaczyńskiego. Dziennikarze oraz publicyści nie wiedzieli co jutrzejszy dzień przyniesie. Jakie wydarzenia będą się toczyć. Ile razy Lepper będzie odchodzić z rządu i po pewnym czasie wracać jak bumerang. Jakie reformy polskiego szkolnictwa zaproponuje. Ile lektur skreśli, a ile doda. Na jaki temat Ziobro zorganizuje konferencje prasową, kogo oskarży. Co Raczyńska każe powiedzieć reporterom “Wiadomości” na antenie reżimowej(czytaj TVP1).
Co się stało z polską polityką? dziennikarze z nudów wymyślają już informacje na temat zmiany składu rządu. Szukają sensacji, a ponieważ jej nie znajdują, tworzą swoje informacje. Dzisiejsza wiadomość o sierpniowej zmianie w składzie rady ministrów są wg mnie wyssane z palca. Ale nie che mi się rozpisywać.
Najwyraźniej Platformie brakuje silnej opozycji. Może nawet nie silnej, ale istnienia tej opozycji. Co prawda istnieje alternatywa dla Platformy, ale ta opozycja nie działa prawidłowo. PiS chyba śpi, odpoczywając po przegranych wyborach, nie robiąc nic. Gdzie się podział charakter Kaczyńskiego, który potrafił rozpętać nie jedną aferę. Dlaczego Kurski nie ma jakiś rewelacji w stylu dziadka Tuska czy afery z bilbordami.
O lewicy nie będę dużo pisał. Oni nie mają czasu na bycie opozycją. SLD powoli niszczeje. Wewnętrzne spory doprowadzą do upadku lewicy, która nie ma silnej pozycji. Lewica zjada się powoli sama, ale to dobrze dla Polski.
Może zajmę sie gospodarką oraz biznesem, ponieważ polityka zaczyna mnie nudzić. Z upragnieniem oczekuje na jakaś aferę obyczajową lub polityczną. Ale na taką rozrywkę nic się nie zapowiada.
Co z tym Gdańskiem?

Robiąc poranny przegląd prasy natrafiłem na artykuł w dzisiejszej Rzeczpospolitej. Chodzi mi o tekst, w którym mowa jest o nowym arcybiskupie Gdańska. Z relacji wynika, że w dniu jutrzejszym zostanie ogłoszona oficjalna nominacja abp Głódzia na stanowisko po abp. Gocłowskim.
Nie data mnie zaciekawiła, a informacja o piśmie abp. Gocłowskiego, jeszcze sprawującego funkcje, do Watykanu. Wyjaśnia, że abp Głódź nie jest odpowiednią osobą na to stanowisko, oraz ze względu na specyfikę społeczeństwa nie będzie mógł w pełni realizować powierzonego mu zadania. Zaznaczył, w swoim liście, że Kościół gdański potrzebuje innego modelu biskupa. Musi to być osobą otwarta, nieupolityczniona oraz szanująca wielki dorobek “Solidarności”. Nie często zdarzają się takie krytyczne listy w stosunku do decyzji Stolicy Apostolskiej. Pismo to, na pewno nie wpłynie na decyzje o wyborze nowego metropolity.
Kandydaturze abp. Głódzia bardzo sprzeciwił sie Lech Wałęsa, zarzucając mu eurosceptycyzm, upolitycznianie Kościoła oraz sympatie do Radia Maryja. Ale nie wszyscy w Gdańsku się smucą. Ks. Henryk Jankowski, odsunięty z funkcji proboszcza parafii św. Brygidy przez abp. Gocłowskiego za “niestosowne traktowanie ministranta”, nie kryje radości.
Jestem bardzo ciekaw, jak abp Głódź odnajdzie sie w nowej, całkiem innej niż diecezja warszawsko-praska oraz ordynariat polowy Wojska Polskiego? Czy generał, arcybiskup przekona niechętne do siebie społeczeństwo gdańskie? Jak będą układać się stosunki z Lechem Wałęsą oraz jego ludźmi?
Napiszę szczerze, nie wierze w sukces misji abp. Głódzia.
Italia skręciła na prawo…

Silvio Berlusconi i jego centroprawicowy blok prawdopodobnie wygrali wybory do włoskiego parlamentu. Piszę prawdopodobnie, ponieważ powyborcze sondażowe, wyniki wyborów pokazują nieznaczną przewagę partii Lud Wolności i wszystko mieści się w przedziale błędu statystycznego.
“Chrystus włoskiej polityki”, jak mawia o sobie Berlusconi, ma bardzo trudne zadanie. Państwo włoskie nie jest w najlepszej sytuacji. Siódma gospodarka świata w większości opiera się na szarej strefie lub tymczasowym zatrudnieniu. Pensje są o połowę mniejsze niż w Wielkiej Brytanii, a młodzieży włoskiej praca odbierane jest przez nielegalnych imigrantów. Przybysze stanowią nie mały problem Włoch. Mafia albańska uruchomiła niemal regularne linie przerzutowe. Większość imigrantów podejmuje ciężką, chociaż nielegalną pracę, a reszta żebrze na ulicach oraz zajmuje się rabowaniem i wyłudzaniem haraczy. Uchodźcy stanowią dzisiaj największe zagrożenie dla słodkiej Italii.
Mnie nie dziwi wybór dokonany przez Włochów. Chcą uchronić swój piękny kraj przed totalną zapaścią, po częściowa degeneracja kraju już nastąpiła. Każdy mieszaniec półwyspu Apenińskiego, ma nadziej, że Berlusconi zapewni im komfort życia, o jakim marzą.
Włosi, oddając głos na centroprawice, pokazali lewicy, że nie chcą zmian moralnych. Włoska lewica, która ślepo zapatrzona jest w premiera Hiszpanii Zapatero, chciała w konserwatywnym społeczeństwie, jakim są niewątpliwie Włochy, wprowadzić związki homoseksualne oraz złagodzić ustawę o aborcji i eutanazji. Jak widać Włosi nie chcieli burzyć swojego dotychczasowego światopoglądu.
Berlusconi może nie zmienić rzeczywistości, ale da przynajmniej nadzieję, że Walochy będą szczęśliwe przez następne pokolenia.
Droga do Euro.

Szyjemy sobie Euro. Kiedy ten banknot stanie się naszym państwowym pieniądzem?
Stalinista polskiej piłki
Wczorajszym wydarzeniem dnia w Polsce był zjazd PZPN, którego działacze mieli przedstawić metody uleczenia chorego organizmu, jakim jest polska piłka nożna.
Prezes Listkiewicz zapowiedział znowu, że podda się do dymisji. Ale czy zrezygnowanie z funkcji przewodniczącego federacji polskiej piłki zakończy się jak zwykle, czyli kolejnym przełożeniem decyzji o własnym odwołaniu w dalszą przyszłość? Miejmy nadzieję, że umowna data 14 września będzie dniem, w którym futbol pożegna się z osobą Listkiewicza.
Jako obserwator życia politycznego w Polsce i nie tylko, nie dziwie się, że nie chce zrezygnować z pełnionej funkcji. Jeśli podda się do dymisji, zostanie osądzony o to, że nie wywiązał się z zdania zlikwidowania korupcji wśród polskich działaczy sportowych oraz sędziów piłkarskich. Z drugiej strony nie ustępowanie ze stanowiska, odbierane jest jako chęć zatuszowania całej sprawy. Trudny wybór przed Listkiewiczem, zobaczymy jaką drogę wybierze 14 września.
Prezes Listkiewicz podczas mowy rozpoczynającej zjazd w hotelu Sheraton w Warszawie przywitał delegatów, którym na sercu leży “dobro polskiej piłki”. Uczestnicy zjazdu, to w większości działacze, biorący udział w wielkiej korupcyjnej machinie. Listkiewicz po kilku zdaniach, w których wyznał grzechy wielu działaczy sportowych i sędziów piłkarskich oraz przeprosił za swoje “lekkie” grzechy, przystąpił do oskarżania mediów. Według jego słów i myśli, mass media kreują wizerunek PZPN jako organizacji skorumpowanej i nie zdolnej do przeprowadzenia wewnętrznych reform. Co wg Listkiewicza jest nie prawdą, bo związek pod jego kierownictwem stał się prężnie działającą firmą która nie boi się radykalnych zmian.
Jeśli Listkiewicz dalej będzie rządził Federacją, to musimy się przyzwyczaić do kupionych meczy. Proponuje, by przy zapowiedzi spotkań sportowych mówić o “przewidywanym” wyniku meczu. Dziennikarze sportowi będą mieli ułatwione zadanie w pisaniu relacji do gazety. Już przed rozpoczęciem ustalone będą takie szczegóły jak: ilość goli i przez jakiego zawodnika zostały zdobyte, liczba poszczególnych kartek oraz fauli.
Zinterpretuje dowolnie hasło pewnego polskiego populisty: “Listkiewicz musi odejść”.
Dodaj komentarz
Dodaj komentarz
Komentarze (1)