Plątanina pana M.

Wczorajszy “Dziennik” opublikował rewelacje Kazimierza Marcinkiewicza, byłego premiera RP, na temat polecenia, jakie miał wydać prezydent-elekt Lech Kaczyński w celu podsłuchiwania Marcinkiewicza. Cała sprawa wywołała medialną burzę.

Marcinkiewicz, który aktualnie przebywa w Londynie zarzucił Lechowi Kaczyńskiemu, że prezydent poprosił szefa ABW Witolda Marczuka o podsłuchiwanie ówczesnego premiera. Marcinkiewicz swoje zarzuty oparł na trzech źródłach: – Słyszałem (…) od polityka, ze średniego szczebla służb i pośrednio od samego Marczuka -zeznał w wywiadzie dla “Dziennika”.
W tym zdaniu pojawiają się pierwsze kłamstwa. Nie mógł usłyszeć, o podsłuchu od Witolda Marczuka, ponieważ ten wysłał oświadczenie do PAP, w którym piszę, że nigdy nie był namawiany przez Kaczyńskiego do popełnienia przestępstwa, ani nie odbył na ten temat żadnej rozmowy.

Do południa, na blogu byłego premiera pojawił się wpis ws. oskarżeń o podsłuchiwanie. Kazimierz Marcinkiewicz piszę, że cała sprawa znana była już rok temu, kiedy opublikował swoją książkę “Kulisy władzy”, ale nie chciał podać nazwiska Kaczyńskiego, ponieważ trwała wtedy kampania wyborcza i w myśl byłego prezesa Rady Ministrów, nie był to odpowiedni czas. Ciekawe jakimi wyznacznikami kierował się teraz, że uznał, że jest właściwy czas na takie sensacje?

Prezydencki minister, Michał Kamiński, odpowiedzialny za kontakty prezydenta z prasą mówi, że Lech Kaczyński nigdy nie wydawał poleceń niezgodnych z prawem nikomu.

Kto w tej sprawie kłamie? Marcinkiewicz powiedział, że gotów jest powtórzyć wszystko, co powiedział dziennikarzom “Dziennika” pod wariografem, czyli urządzeniem potwierdzającym prawdziwość słów. Miejmy nadzieję, że prokuratura, która zapowiedziała zbadanie sprawy, upora się szybko i będziemy wiedzieli o co tak naprawdę w tym wydarzeniu chodzi.

Żadnych komentarzy.

Zostaw odpowiedź